Tom IV

Zdzisław Stanisław Wanat. Wiersze. Część IV

Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

TRAGEDIA SMOLEŃSKA 2010 ROK

To, co Polsko cię spotkało

Dziesiątego kwietnia rano,

Trudno nam jest w to uwierzyć

W tą tragedię, jakich mało.

Że samolot, w którym leciał

Kwiat, elita ziemi polskiej

Spadł i rozbił się w Katyniu

Niedaleko mogił polskich.

Które dla nas są symbolem

Walk Polaków i męczeństwa,

Bo w Katyniu podczas wojny

Stalin zgładził ludzi męstwa.

Tu dokonał się mord Polski

Na żołnierzach polskiej armii,

Policjantach, ludzi czynu

Lecz mordercy są bezkarni.

Rosja nie chce przyznać wcale

Że jest sprawcą mordu tego

Przez czterdzieści lat skrywała

Ludobójcze cechy jego.

Aby oddać hołd poległym

Rozstrzelanym tam w Katyniu,

Do Katynia się udała

Delegacja polskich synów.

To, co jednak tam się stało

Nie ogarnia rozum ludzki,

Wszyscy, bowiem w nim zginęli

Z Prezydentem wolnej Polski.

Katastrofa samolotu

Zniweczyła plany polskie,

Katyń piekłem jest dla Polski

Boże miej w opiece Polskę.

Znów nam przyszło przeżyć traumę

Wielką rozpacz, załamania,

Stu Polaków znowu ginie

Polska błaga zmiłowania.

Jakże ciężko nam zrozumieć

To, co z woli Twej o Panie

Naród Polski przeżyć musiał

Krzyż Golgoty, śmierci znamię.

Jak zrozumieć, co się stało?

Patrząc na tragiczne żniwo,

Martwe ciała krwią zbrukane

Na tą ziemię rozpaczliwą.

Jak zrozumieć mamy Panie?

To, co z woli Twej musimy,

Przeżyć jeszcze raz na jawie

Żal ogromny, ból prawdziwy.

Jak zrozumieć śmierć w Katyniu

Po raz drugi polskich elit,

Smutek, rozpacz całej Polski

Za śmierć, którą na się wzięli.

Wiemy dobrze Panie Boże

Że bez woli Twej nic nie ma

To, co Katyń zrobił Polsce

To jest zbrodnia dawniej, teraz.

O Katyniu się dowiedzą

Wszystkie państwa i świat cały

To, co dotąd było tabu

Ujrzy światło, w tym znak prawdy.

Pragnę wierzyć bardzo mocno,

Że tragedia zmieni ludzi,

Że docenią kruchość życia

Że szacunek w nich obudzi.

Znikną żale i urazy

Człowiek sobie będzie bratem,

Katyń wręcz się nie powtórzy

Nikt nie będzie innym katem.

 Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

NASTĘPSTWA TRAGEDII SMOLEŃSKIEJ

Matko i Ojcze gdzie wy jesteście?

Dom nasz jest pusty, jesteśmy sami,

Kto dom nasz teraz prowadzić będzie?

Was ciągle nie ma, my wciąż czekamy.

W domu jest pustka, panuje cisza

Żadne po domu z was się nie krząta,

Nikt nie przytuli nas już do siebie

My was szukamy w domowych kątach.

Mamo najdroższa, Tatku kochany

Nie można przecież tak nas zostawić,

To tylko w bajkach tak to się dzieje

Że kto się chowa, bawi się z nami.

Wszystko jest w domu pozostawiane

Książki otwarte na różnych stronach,

Na biurkach leży moc dokumentów

Któż je podpisze, kto to wykona.

Mężu mój drogi, głowo rodziny

Tyś gwarantował nam byt rodzinny

Jak my bez ciebie będziemy żyli?

Bez ciebie będzie nasz dom już inny.

Kochana żono nie jesteś z nami

A byłaś zawsze domu, ozdobą

Łzy z oczu płyną, gdy wspomnę ciebie

Los mi cię zabrał, lecz gdzie, do kogo?

Siostro i bracie, co znów jest z wami

Gdy się budzimy was też tu nie ma,

Pustka i cisza w domu szaleje

Gdzieś cie odeszli czyżby do nieba?

Dziadku przemiły, seniorze rodu

Ty, któryś krzewił historię Polski,

Ty, któryś czynnie brał udział w wojnach

Pewnie dziś stoisz przed sądem Boskim.

Ojczyzno nasza, domu nasz, Polsko!

Stałaś się nagle osierocona,

Pustka i nicość nam pozostała

Wierzę, że będziesz znowu wskrzeszona.

Dziewięćdziesięciu sześciu twych synów

Zginęło na rzecz niepodległości,

By o Katyniu ujawnić prawdę

I pojednanie Polski i Rosji.

 Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

LUDZKA TRAGEDIA

Ojczyzno nasza, kraju w żałobie

Przyjmij cierpienia ludzkiej tragedii

Niech ból i rozpacz wzmocni Polaków

Bo bez miłości jesteśmy biedni.

Symbolu walki o niepodległość

Przyjmij odważnie to, co się stało

Przez twą ofiarę nie jesteś sama

Świat krzyż Twój ujrzał, cierpienie, całą

Chrystus nauczał, krzyża cierpienia

To klucz do nieba dla wszystkich ludzi

A tyś przeżyła Golgotę wschodu

Rozbiory Polski, czym podziw budzisz.

Kraju nękany przez długie wieki

Coś się pogrążył w wielkiej rozpaczy

Po śmierci swoich najlepszych synów

Tyś swoją wolność śmiercią naznaczył

Nie po raz pierwszy masz do czynienia

Z wielką tragedią narodu swego

Wszystkie zwalczyłaś, zwalczysz i teraz

Drogą miłości ludu Twojego.

Łzy napływają do oczu same

Gdy patrząc w listę stwierdzasz, kto zginął

Dzisiaj możemy się tym załamać

Jutro będziemy znów wielką siłą.

Niech, więc żałoba szybko przeminie

Choć boleść w sercu długo trwać będzie

Nowy Prezydent i nowe siły

Rozpoczną pracę w zgodzie i w pędzie.

 Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

OSTATNI LOT

Wcześniejsza pobudka, więc krótszy ich sen

Poranne obrządki, zlecenia na dzień,

I wyjazd do pracy pospiesznie, co tchu

Bo dzisiaj lot â Katyń. W delegacji stu.

Ofiarom Katynia chcą oddać hołd, cześć

Za śmierć ich męczeńską by prawdę w świat nieść

By świat się dowiedział, co stało się tu

O polskim męczeństwie, stalinowskim złu.

Na polskich mogiłach pomodlić się chcą

Za polskich żołnierzy, co w grobach tu śpią

Gdyż tym, co w Katyniu zginęli za kraj

Należy się pamięć w historii, nie kłam.

Ofiary Katynia za mękę ich trud

To symbol wolności, ojczyzny mej ból

Samolot rządowy Tupolew już stał

Gdy wszyscy wchodzili, wiatr historii wiał.

Bo żywi do zmarłych bez żadnych swych win

Na groby lecieliby hołd oddać im,

W rocznicę ich śmierci pragnęli być tu

Gdzie życie za Polskę oddali bez tchu.

Działaniem podstępnym stalinowski kat

Postrzałem w tył głowy Polaków w dół kładł,

Bez żadnych skrupułów radziecki ten lud

Mordował Polaków ze świata ich zmiótł.

I ziemią spychaczem zasypał dół ciał

By świat nie mógł ujrzeć ludobójczych plam.

Zbiorowe mogiły przykrywa dziś las

A niebo wciąż płacze nad zbrodnią tych mas.

W szumiących koronach katyńskich tu drzew

Wciąż słychać z oddali żałosny ich śpiew,

Wiatr w ciszy te prochy utulił do snu

W tych grobach śpią bracia, co legli od kul.

No cóż nie doleciał samolot, bo spadł

Gdyż skrzydłem zaczepił o drzewa i padł

Na służbie w Katyniu poległa wśród drzew

Znów Polska elita, co niosła im cześć.

Samolot bliziutko się rozbił od celu

Zginęli w nim wszyscy, a było ich wielu,

Zginęli tragicznie, bo Pan Bóg tak chciał

Więc módlmy się za nich, za Polskę, za kraj.

Dla tych, co lecieli ostatni był lot

Lecieli z miłości, by złożyć tam hołd

By móc podziękować za krwawy ich los

Za czarę męczeństwa za zdradziecki cios.

Zobaczmy jak kruche jest życie na świecie,

Prosimy Cię Boże, miej Polskę w opiece,

Pojednaj skłócone narody, ich lud

Kochajmy bliźniego, uwierzmy, w ten cud.

 Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

PAMIĘĆ O NICH WCIĄŻ ŻYĆ BĘDZIE

Dzisiaj wszyscy wcześniej wstali

By w pieleszach swego domu

Przygotować się psychicznie

W drogę do katyńskich grobów.

Tam przeżyją ból cierpienie

Wszyscy polscy delegaci

Bo tu Stalin swym rozkazem

Stracił naszych polskich braci.

Tu przeżyją żal i rozpacz

Traumę polskiego narodu

Patrząc na zbiorowe groby

Pełne prochów polskich synów.

Tam wśród drzew katyńskich lasów

Wśród szumiącej leśnej trawy

Spoczywają: polski żołnierz

Wraz z elitą ludzi prawych.

 Spośród sosen drzew Katynia

Zapach żywic się unosi

Wiatr za tymi, co tu leżą

O modlitwę wszystkich prosi.

W szumach wiatru prośby słychać

By za wrogów tez się modlić,

Chrystus poniósł śmierć na krzyżu

Za swych wrogów też się modlił.

Więc pomódlmy się do Boga

Prosząc Go o wybaczenie

O zbawienie tych, co zmarli

Nienawiści zakończenie.

Tu pragniemy hołd im złożyć

I pomodlić się na grobie

Bo tu oni z rąk oprawcy

Utracili życie swoje.

Pamięć o nich wciąż żyć będzie

Jakże może być inaczej,

Częściej słychać o Katyniu,

Coraz więcej jest przebaczeń.

Niech ci, którzy zawinili

Odczuwają wiew Katynia,

Niech przeproszą naród Polski

Za morderstwa, za Stalina.

Niech świat wie o ludobójstwie

Niech wyjaśni prawdę całą,

Niech przywódcy wolnej Rosji

Głośno krzykną!. â Tak się stało.

Że przywódcy byłej partii,

Którą Stalin wciąż kierował,

Mordowali polskich synów

Czego Stalin nie żałował.

Niechaj wreszcie znikną waśnie

Nikt nie grozi, nikt nie krzyczy,

Niech po obu stronach granic

Będą sami sojusznicy.

Niech zanikną wszelkie spory

Przyjaźń znowu niech panuje,

Niech w narodach Polski, Rosji

Szczera zgoda zapanuje.

Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

RADOMSKA NOC                                     

Wieczór się kończy i noc przychodzi

Na lustro rzeki Mlecznej spogląda

Radom wymiera, tylko Policja

W służbie się miastu w ciszy przygląda.

Nocnym całunem miasto przykryte

Gdzie niegdzie jeszcze w oknach jest jasno

A to oznacza, że jest już późno

Lampy za szybą pomału gasną.

Niekiedy widać a szczególnie w nocy

Gdy noc nie skryła nieba chmurami

Jak z góry spada srebrzysta gwiazda

Jak całe niebo mruga gwiazdami.

Ulicą idą spóźnieni goście

Tak późny powrót nie jest bezpieczny

Szczególnie teraz, gdy nocą chodzą

Grupy łobuzów w napadach biegli.

Księżyc ciemności ulic rozjaśnia

Taksówka rzadko ulicą mignie

W parku na ławce tuli się para

Zanim do domu szybciutko śmignie.

Straż miejska czuwa miasto spoczywa

Świt śmiało wkracza w miasta ulice

O stosunkowo wczesnej godzinie

Poranek budzi miejskie dzielnice.

A gdy poranna zabłyśnie zorza

Słońce oświetli ulice, domy

W oknach zapalą się znowu światła

Radom się zbudzi, bo dzień już nowy.

Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

TO WŁAŚNIE JEST POLSKA                    

To tu właśnie w Polsce rzecz taka się dzieje,

Że w lato gorąco w zimie kraj siwieje

Brzmi nuta radosna chodzących za pługiem

I śpiew wiejskich cieśli pracujących strugiem.

Przez kraj przepływają rzeki duże, małe

Nad brzegiem na żaby czatują wytrwale

Bociany, zaś czaple polują na ryby

Tu lasy bogate są w jadalne grzyby.

Tu drzewa ukłonem się chylą ku ziemi

Zgarbione, tak cześć swą oddają jesieni

Co zwana jest złotą jesienią na świecie

Ubraną w kolory tak jak ziemia w lecie.

Krajobraz tej ziemi jest urozmaicony

Tworzą go równiny, wzniesienia, jeziora

Malownicze lasy, łąki i pastwiska

Niewielkie wzniesienia, góry oraz pola.

Tu ptaki skrzydłami głaskają powietrze

I tak jak latawce wzlatują do góry

Obłoki jak runo pływają po niebie

A słońce zbudzone wygląda z za chmury.

Na skrzydłach rozwartych wysoko szybują

Unoszą się płynnie jak zwinne szybowce

Zawisłe w bezruchu punkciki na niebie

Jak ciała niebieskie w noc ciemną świecące.

A kiedy zmęczone chcą wreszcie odpocząć

Składają swe skrzydła na chwilę wzdłuż siebie

Jak sokół pędzący za swoją ofiarą

Spadają pociskiem na drzewa gałęzie.

A drzewa jak stare, sprawdzone już kwoki

Pod skrzydła swe biorą to ptactwo tak dzikie   

Co w cieniu ich liści cichutko poćwierka

A kiedy odpocznie odleci stąd z krzykiem.

Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

DZIECIOM! ŻOŁNIERZOM POWSTANIA

Kochane dzieci chłopcy, dziewczęta

Wy, coście Polsce młodość oddali

Z dziecka staliście się żołnierzami

Okres dziecięcy był wam zabrany.                    

Zamiast być w domu w objęciach matki

Krzepliście w ogniu bitew powstańczych

Wraz z żołnierzami giniecie w walkach

Okres dziecięctwa był im nie łatwy.

Postawą walki był honor harcerza

Walka z najeźdźcą tym dzieciom się śni

Lecz w udręczonej, zniszczonej Polsce

W trakcie powstania, kto mógł to się bił.

Ileż lat mieli walczący chłopcy

Aby z harcerza stać się żołnierzem

Nieustępliwie walcząc z najeźdźcą

Szarych Szeregów są bohaterem.

Dobrze wiedzieli, że wygrać nie mogli

Widziano ich wszędzie na gruzach Warszawy

Na głowach za duży hełm spadał na oczy

Walczyli, ginęli za Polskę dla sprawy.

Ginęli na Woli, Starówce bądź Pradze

Nie ważne, gdzie, kiedy i który z nich padł

Tworzyli znaczoną krwią kartę historii                

A cień polskich powstań na gruzach się kładł.

Ci chłopcy, dziewczęta, żołnierze powstania     

Pod ogniem świszczących kul oraz moździerzy

Nosili meldunki walczącym oddziałom

I pocztę dla ludzi cywilnych Warszawy.

Przez całe sześćdziesiąt trzy dni walki zbrojnej

Walczyli najmłodsi obrońcy – harcerze

Wpisując się w kartę historii narodu

Ginęli za Polskę jak mężni rycerze.

Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

ZNIKNĘŁA Z MAP ŚWIATA                    

Do broni Polacy o wolność Ojczyzny

Do walki z zaborcom, najeźdźcą, co tchu

Musimy zapobiec rozbiorom polszczyzny

Podziale ziem polskich tak wielkiemu złu.

By Prusy, Austria i Rosja w tercecie

Nie mogły podzielić ziem polskich na pniu

Nie dajmy by Polski nie było na świecie

Postawmy się twardo, my żyć chcemy tu!.

Zewrzyjmy szeregi, nie dajmy się zwieść

Że będzie nam lepiej, bo to tylko gest

Zaborcy Polaków w tym kłamstwie chcą wieść

By zabrać Polakom ich ziemię i cześć.

W historii Ojczyzny nam znany jest fakt,

Że właśnie w okresie stu trzydziestu lat

Polacy zbyt często chwytali za broń     

Krzyczeli do boju! Polacy na koń!.

By zwalczać najeźdźcę, co z map zmazać chciał

Kochaną Ojczyznę gdyż wiatr wrogi wiał

A kraj nasz słabiutki był wtedy, że hej

Ze strony zaś szlachty zbyt krwi było złej.

Kościuszko powstaniem zapobiec chciał wnet

Rozbiorom ziem polskich z chłopami w bój szedł

Lecz przegrał powstanie, więc zryw znowu padł

I Polska została samotna wśród państw.

Co mogły tą Polskę ochronić od zła

I podać jej rękę, gdy passa zła trwa

Zapobiec rozbiorom by naród mógł żyć

W tej sprawie dla Polski świat nie zrobił nic.

Na rozbiór ziem polskich czekano od lat                      

Rozbioru bez troski dokonał więc świat

Na rzecz Prusów, Rosji, Austrii na lata

A Polska zniknęła na długo z map świata.

Dwanaście lat później w ziemi wielkopolskiej

Na pruskich terenach bunt Polaków rośnie

Wybucha powstanie zwane wielkopolskim

Garnizony pruskie rozbraja lud polski.

Na tereny wkraczał Cesarz Bonaparte

Wskrzeszenie powstania dla Polski jest warte

Polacy Prusaków nareszcie dopadli     

Bo Cesarz był z nimi wiec do przodu parli.       

Za pomoc, więc w walce legionistom polskim

Powstańcom powstania za trud wielkopolski

Sam Cesarz Francuzów okazał swą wdzięczność

W Warszawie nam stworzył niepodległe Księstwo.

Upadek Cesarza Polaków przygnębił

Zaborcy zaczęli Polaków znów gnębić

Więc w tysiąc osiemset trzydziestym już roku

Polacy swym zrywem bronili narodu.

W rosyjskim zaborze wybuchło powstanie

Rosjanie nie mogli poradzić nic na nie

Ten zryw to powstanie listopadowe

Całego narodu to walka w zaborze.

Gdy jednak powstanie znów w kraju upadło

Powstańcy musieli uciekać stąd wartko

Bo w stosunku do nich podjęto lustrację

Polacy podjęli Wielką Emigrację.

Uchodźców zastąpić więc chłopi musieli

W Galicji szesnaście lat później bunt wszczęli

Zaś dwa lata później całą Europę

Objęła Wiosna Ludów buntów i wyzwoleń.

A po stu dwudziestu trzech latach niedoli

Polska sama wyszła z tak długiej niewoli

I stając się wreszcie znowu niepodległą

Wróciła na mapy w pełni suwerenną.

Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

WAŻNE SŁOWO OJCZYZNA      

Co dla Polaków oznacza

Ojczyzna – słowo tak ważne

I kolor bieli, czerwieni

Sztandary, Orzeł na czapce.

Ojczyzna to kraj najdroższy

Korzenie wrosłe w historię

To ziemia jakże rodzinna

To białe pióra orle.

To pola, łąki zielone

Co wiosną kwieciem się stroją

To góry, morze, równiny

Niebo błękitne nad tobą.

Słońce latem grzejące

Ziemia śniegiem spowita

Sztandary biało – czerwone

To cała Rzeczpospolita.

To wszyscy obywatele

Zamieszkujący w tym kraju

To wszystkie organy państwa

Sejm, Senat, Straż, Wojsko, Naród.

To język polski w urzędach

Przedszkolach, szkołach, uczelniach

To patriotyzm Polaków

To Jasna Góra odwieczna.

To łany zboża, pszenicy

Sady jabłoni i wiśni

To lasy, rzeki, mokradła

Szkoły, fabryki, artyści.

Przepiękny zapach maciejki

Ogrody wysmukłych malw

To zapach wiejskiego chleba

To cały nasz piękny kraj.

To kraj brzóz i wierzb płaczących

Brodzących białych bocianów

To Kraj kościołów, kapliczek    

I mogił leśnych powstańców.

To sztandar, flaga, hymn, godło

To ziemia zbroczona krwią

Również cmentarze poległych

Za wolność, co wiecznym snem śpią.

I to jest nasza Ojczyzna

Przepiękny, kochany Kraj

Za nią swe życie bym oddał

Gdyby wróg grozić jej chciał.

Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

OJCZYZNA                                     

Często używamy zwrotu             

„Ojczyzno nasza kochana”

Jednak nie każdy rozumie

Co on naprawdę oznacza.

A przecież Ojczyzna to słowo

Wielkie – powagę oznacza

To biel i czerwień nad głową

To duma każdego Polaka.

Ojczyzna to ziemie rodzinne

To naród i ziemia polska

Kraj, co ma hymn, sztandar, godło

Historię, co w ziemię wrosła.

Ojczyzna to kwieciem ubrane

Pola i łąki zielone

Zielenią świeżą spowita

Ziemia gdzie śpiewa skowronek.

To ziemia złotem świecąca

Zboże, co w słońcu dojrzewa

Ziemia pachnąca wonią

Maciejki, zapachu chleba.

W tej ziemi szumią, łopocą

Flagi oraz sztandary

Tu sztandar dumnie powiewa

A na nim Orzeł Biały.

Na rzecz jej chcemy pracować

Niechaj ta ziemia rozkwita

Kochajmy naszą Ojczyznę

To nasza Rzeczpospolita.

Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

OCZEKIWANE ZMIANY                   

Komunizm to okres, w którym

Prześladowano wierzących

Szczególnie ludzi funkcyjnych

W mszy świętej uczestniczących.

Po obaleniu systemu,

Który wzbraniał się modlić

W którym grzech się panoszył

Pragnąc ludzi upodlić. 

Wszyscy wówczas myśleli,

Że się wreszcie polepszy

Ludzie zaczną się modlić         

Człowiek stanie się lepszy.

A jednak tak się nie stało

Wbrew wszystkim oczekiwaniom

Nagle wzrosła rozwiązłość

Jak widać źle się znów stało.

Ludzie się zabijają,

Bo żadnych zasad nie mają

Narkotyk, rozbój, alkohol

Tak teraz zarabiają.      

Brak jest autorytetów

W szkołach, Rządzie czy w domu

Dzieci chowa ulica

Więc, po co spokój i komu.

Teraz gorzej niż wówczas

Grzech przemocą się sroży

Wzbudzić trzeba nasz Ojcze

Dla świata świętych i Bożych.

Z powodu braku pieniędzy

Chorzy wciąż umierają

Nie mogą wykupić lekarstw

Od dawna pracy nie mają.

Młodzież puszczona jest sobie

Studia jej też nie ratują

Bo po nich nie ma pracy

Żyją tak, wegetują.

Jak więc założyć rodzinę?

Jak zwiększyć demografię?

Nie mają pracy ni domu

Zmieniają, więc geografię.

Istnieje wielki exodus

Wyjazdu młodzieży z kraju

A rządy wciąż obiecują

Gruszki na wierzbie baj, baju.

Jakże można uwierzyć,

Że Polska jest krajem prawa

Gdzie listem gończym ścigany

W Sejmie, Senacie wciąż działa.

Ludziom w stosunku, do których

Wszczęto postępowanie

Do wyjaśnienia się winno

Wstrzymać kandydowanie.

Bo inne spojrzenie na to

To naśmiewanie się z prawa

Jeżeli luka jest w prawie

Rząd błąd ten winien naprawiać

 Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

BEZ ŻADNYCH ZASAD                           

Cóż znów się dzieje w tym naszym kraju

Nie przestrzegamy w nim żadnych zasad

Jeden drugiemu wciąż wilkiem stoi

Do czego doszło w tych naszych czasach.

W ludzkim umyślenie to się nie mieści

By zwyrodnienie tak się szerzyło

Ażeby w Polsce tak katolickiej

Aż tyle zabójstw wśród ludzi było.

By wśród chrześcijan i katolików

Narastać mogła chęć do zabójstwa,

Że nie wystarcza już dziś rozmowa

Tylko morderstwo celem ich ujścia.

Ojciec zabija w domu swe dzieci

Gwałci swą żonę i córki swoje

Konkubent rzuca dzieckiem o ścianę

A matka mówi „ja się go boję”

Słychać płacz dziecka bicie i krzyki

Lecz wśród sąsiadów brak jest reakcji

I choć za ścianą kogoś mordują

Nadal jest cisza wciąż nie ma akcji.

Kiedy Policja nie reaguje

Na zachowania bandyckie ludzi

Więc ludzie biorą sprawy w swe ręce

By patologie tą móc ostudzić.

Powstają w kraju lincz, samosądy

Na sprawcach morderstw, lubieżnych czynów

Bo tu przestępcy są na wolności

Tu sprawców linczu mają za zbirów.

Lincz, samosądy to coś nowego

To ludzkie sprawy brane w swe ręce

To słabość prawa oraz ścigania

Ta samowola szkodzi nam wielce.