Tom I

Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

KRAJU MÓJ                                       

Kraju mój, coś przeżył nie jedno, by swą zyskać wolność,

Coś rodził się w bólach i cierpień narodu,

Coś dzieci swe wysyłał do walki z najeźdźcą,

Zjednocz w wolnym kraju swych synów w miłości

By kłótnie ustały, bądź światu przykładem.

Dając swą postawą przykład dla ludzkości,

Wzorem naśladowań, przykładem mądrości,

Niech człowiek człowieka szanuje jak siebie

Byśmy byli braćmi, budowali pokój

Byś mógł wciąż rozkwitać jak ogród w Edenie

By każdy z Polaków mógł żyć tu jak w niebie.                         

Gdy Bolesław Chrobry rządził naszym krajem,

Wróg się z tobą liczył, byłeś silny, wielki

Ziemie twe sięgały od morza do morza

W kraju była jedność, nie było udręki.  

Polsko, tyś postrachem była dla swych wrogów

Co zdradziecką ręką chcieli mieć twą ziemię

Właśnie jedność w kraju dała siłę tobie,

Której dziś brakuje w tym polskim narodzie.

Ty będąc w rozbiorach i w ciężkiej niewoli,

Bo kraj, własna szlachta, z map świata wyparła

Przez weta, obronę swych swobód szlacheckich

Żyła tylko sobą, bo tak była marna.

Pośród twoich synów byli mądrzy ludzie,

Którzy nie poddali się byś ty umarła

Podjęli działania, cóż, choć bardzo długie

Byś znów była wolna, suwerenna, ważna.

Nadludzkim wysiłkiem, wrosłeś nam w historię

Walcząc o swą wolność prawie od zarania,

Właśnie swą postawą dałeś innym siłę

Aby w ciężkich chwilach nikt się nie poddawał. 

Tyś w walkach zbyt krwawych przez podstęp swych wrogów

Utracił swe dzieci przez zbrodnię w Katyniu

Budując krwią synów twój ołtarz zwycięstwa

Dałeś światu przykład jak można zwyciężać.

Wystarczy, wiekowych twych cierpień w niewoli,

Polskiej krwi i bólu, podziału narodu,

Wystarczy, podziałów i wewnętrznych kłótni,

Które nie budują, a wręcz dzielą naród.

Więc zróbmy dziś wszystko, by naród połączyć

By można uzyskać dobrobyt w tym kraju

Dla nas, co żyjemy w tym bycie współcześnie

Oraz dla potomnych, by żyli już w raju.

Tylko tu w tym kraju, przed domem w ogródkach

Rosną piękne malwy strzeliste do nieba,

A pola w kolorach zakwitną łubinem

Na łąkach kaczeńce rosną z koniczyną,

Tu łąki i pola kwiatami wciąż stoją

By z góry jak kilim przykrywać twą ziemię

Różanym odcieniem ścierniska nam świecą

Bzykanie komarów odurza nas w lecie.

Wiosenne piosenki echo w dal wciąż niesie

W trawie grają świerszcze, Drozd gwizdem wysokim

Wysyła swe pieśni hen, hen aż w obłoki

Czyżyki, jaskółki fruwają po niebie

Mój kraju cudowny, jak nie kochać ciebie?

To tu drzewa szumią cicho z rozrzewnieniem,

Pszczoły nektar życia do uli zbierają

Sitowie i trzciny chylą się na wietrze

Jakże cię nie nazwać, Ojczyzną kochaną.

Do szczęścia w tym kraju brakuje już tylko

Szacunku dla ludzi, miłości bliźniego

Boli, kiedy były premier obraża swój naród

Również głowę państwa, to jest do niczego!

Choć nie ma formalnych uprawnień do tego

On chce rządzić krajem, więc pytam, dlaczego?

Dlaczego wciąż jątrzy i dzieli Polaków?

Dlaczego nie przyzna się do swej porażki?

Skąd się w jego głowie biorą takie słowa,

Że nowy Prezydent, to błąd jest w wyborach,

A przecież podkreśla, że też jest Polakiem

O kraju najdroższy, to przecież jest zgroza.     

*****

 Autor: Zdzisław Stanisław Wanat           

ZIEMIO OJCZYSTA                

Bez tej miłości ja żyć nie mogę

Chcę całym sercem już w Polsce być

Bo wszystkie członki rwą się do kraju

Gdyż pragnę w wolnej ojczyźnie żyć.

Długo czekałaś na wyzwolenie

Z jarzma rozbiorów i Związku Rad,

Dziesięć milionów było za tobą,

Związek Radziecki był dla cię kat.

Ileż przyrzeczeń ludziom dawano

Druga Japonia miała być wnet.

Zieloną wyspą Polsko być miałaś,

Kto w to uwierzył, chyba był kiep.

Prawda, że ziemia moja ojczysta

Zmieniła wygląd, że wolną jest,

Jakże boleśnie brzmią puste słowa,

Że każdy w Polsce będzie miał chleb.

Ziemio ojczysta, ma ziemio Piasta

Nie możesz synów twych ciągle mamić,

Naród ze smutkiem lub w wielkim gniewie

Wyprze się Polski, co kłamstwem karmi.

Zerwie z Ojczyzną wiążące nici.

Młodzież za chlebem ucieka stąd

Każdy w wyborach Eden nam daje,

Jak co do czego, to z Polski won.

Spojrzycie jak kraj nasz dzisiaj wygląda,

Jakie podziały w Polsce dziś są

To, co jest dzisiaj, to nie do wiary

By na Polaka, Polak wciąż klął.

Wiec spojrzymy wszyscy na Solidarność,

W której do oczu członkowie skaczą

Dziś im brakuje porozumienia

Aby ten ”burdel” w kraju ogarnąć.

Spojrzycie, co robi dzisiaj Kaczyński

Z całym obozem swym w koło siebie,

On chce być ważnym, on chce być górą

Lecz co on zrobił dla ciebie, nie wiesz.

To specjalista w jątrzeniu państwem

Co by kto zrobił, to nie jest ważne

On, choć nie może, chce rządzić krajem

Ba, za granice państwa wystaje.

Dla swoich celów wykorzystuje

Ludzkie tragedie, boleść narodu,

Pragnie by tylko on mógł zwyciężać

A inni, mają siedzieć wciąż w domu.

Spójrzcie, do czego doprowadzili,

Że już zamachy czynią na posłów

Oni się jednak tym nie zmartwili

Oni są czyści, to wina rządu.

Widząc upartość, brak rezygnacji

Z buty, agresji w kontaktach z ludźmi

Stałe sugestie do przeciwstawień,

Przez PIS, w narodzie groza się budzi.

Patrząc, co w kraju naszym się dzieje

Więc prawdę trzeba powiedzieć szczerze,

Dopóki będzie Kaczyński w Pisie,

Nic się nie zmieni, w co wielce wierzę.

U steru władzy byli już wszyscy

A zadłużenie ciągle wzrastało,

Dziś znowu poszło wysoko w górę

Lecz nie ma winnych, nic się nie stało.

Spójrzcie jak w ustach brzmią puste słowa,

Że tęsknią bardzo, że cię kochają,

Czegóż nie zrobią podczas kampanii

Zaś po wyborach, zapominają.

Bo nasza młodzież to dobry obiekt

Do wprowadzenia jej w świat przestępczy

A brak opieki, głębokiej wiary

To siła sprawcza do grzechów wszelkich.

Dziękujmy naszym mamą i tatą

Za życie, które nam przekazali

Że nie zabili nas, gdy w embrionie

Życie poczęte w darze nam dali

*****

 Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

JAKŻE NIE KOCHAĆ CIĘ KRAJU        

Jakże nie kochać cię kraju,

Rzek twoich, lasów, gór, jezior,

Słońca, co wschodzi nad tobą,

Srebrnych gwiazd, co nam świecą.

Strumieni, co wartkim potokiem

Płyną przez góry i lasy

Spadając w dół z kaskad mgiełką

Tworzą przecudne obrazy.

Traktów, co w lasach się gubią

Ptaków, co krzyczą nad wodą,

Niekiedy młodą sarenkę

Strzygącą uszami nad groblą.

Pastuszków, co pasą na łąkach

Puszyste w runo baranki,

Ziemio miodna, równinna

Strojna w malwy, bławatki.

Kraju walecznych ludzi,

Których śmierć nie ostudzi

Przez twą ziemię i knieje

Przelewały się dzieje.

Były bitwy i strzały

Jako dowód zostały

Groby w lasach kopane

Śmiercią synów usłane.

*****

Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

LATO SIĘ KOŃCZY

Co to się dzieje

Co to się stało,

Że niebo nagle

Tak pociemniało.         

Słońce się skryło

I już nie grzeje

Z pól wszystko znikło

Postrachem wieje.

Ptaki ćwiczebne

Loty próbują

Wznoszą się w górę

Długo szybują.

A nad ptakami

Po smutnym niebie

Płyną obłoki

Wzdłuż obok siebie.

A wiatr je goniąc

W chmury zamienia

Gromadzi wodę

Co spada z nieba.

Niekiedy zmienia

W chmury gradowe

Trąby powietrzne

Z burz utworzone.

Które wirując

Tuż nad ziemiami

Niszczą dobytki

Siejąc błyskami.

Dni coraz krótsze

Nocy przybywa

Porzuca listki

Swe jarzębina.

I miesiąc jasno

Tak już nie świeci

Lato się kończy

Jesień nadleci.

***** 

Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

POŻEGNANIE LATA

Pomału od nas odchodzi

Radosne, gorące lato,

Ono upalnym skwarem

Dobrze nam w kość wszystkim dało.

To przecież rzecz naturalna

Dotyczy wszystkich pór roku,

Że każda z nich ma początek

I kończy się po pół roku.

I jak za każdym nam bliskim

Co odszedł bierze tęsknota

Za latem również tęsknimy

Bez lata świat jest w kłopotach.

Na polach zboża już zżęte

Do stodół w snopach zwiezione

W zapolach poukładane

Do młocki, jest uwięzione.

Wcześniej szumiące zboża

Pochylonymi kłosami

W kolorach tworzyły dywan

Wraz z zielonymi trawami.

A teraz wszystko zniknęło

Kolory gdzieś uleciały

Szarość dziś na pola wkracza,

Jesień widoczna jest w dali.

Lato co prawda odchodzi

Na koniec do nas się śmieje

Zostawia nam trochę ciepła

Do chwili aż stąd odejdzie.

Odchodzisz lecz do nas wrócisz

Radosne za roczek cały

Przepuścisz jesień i zimę

A wiosnę wyślesz nam w dani.

Lecz tęsknić bardzo będziemy

Bo z tobą jest bardzo miło

Słońcem ogrzewasz nas z góry

W wodzie pływamy aż miło.

****** 

Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

COŚ O JESIENI

Jesień przywitał listopad

W pierwszym dniu światłem, świeczkami

I wizytą na cmentarzach

Liśćmi, co z drzew pospadały.

Kałużami na chodnikach,

Wiatrem w parkach i ogrodach

I szarzyzną miejskich klombów

W kolorowych liści tonach.

Zupełnie ogołociła

Wszystkie drzewa, łąki, pola,

Szarogęsić się zaczęła

Bo kończyła się jej pora.

Jesień, nagą zostawiła

Tu na ziemi nam przyrodę

Letnie barwy z pól pokradła

Myśli więc, jak dać stąd nogę.

Z wiatrem jeszcze zatańczyła

Ostatniego w roku walca

Pustosząc wszystko co mogła

Mrokiem strasząc nasze serca.

Bowiem jesień tak uważa,

Że już odsłużyła swoje

Ustępując miejsca zimie

Ucieka bo czuje trwogę.

Woli zejść jej szybko z drogi

Zimy nie nastraszy deszczem,

Wodę mróz szybko zamrozi

Jej dostać się może jeszcze.

Popatrzyła szybko w koło

Czas już ruszać rzekła! W drogę!

Lecz odchodząc zapłakała

Przykro mi, lecz ja odchodzę.

****

Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

OKRES JESIENI                                            

Poro zmian jesiennych, chłodniejszego słońca,

Drzew usypiających, ptaków, co w dal lecą,

Poro mgieł i szarug, deszczu, wiatru, chłodu

Co dni krótsze czynisz i ziemię oszraniasz

Co kwiatom zamykasz ich okres kwitnienia

Pszczoły kładziesz do snu do przyszłego roku,

Weź pod swą opiekę rośliny, zwierzęta

By mogły bądź zasnąć, lub żyć siłą męstwa

Aby znów po zimie obudzić się miały.

Poro złotych liści, co w podmuchu wiatru

Spadając z drzew na dół, muzykę swą grają,

I tak jak latawce fruwające w górze

Dają radość oczom pod błękitem chmurek.

Okresie pewności, że znikły upały

Któż cię nie zna w świecie pod nazwą jesieni,

Świat chłodem usypiasz, co dotąd w krąg płonął,

Zamiast kwieciem, liśćmi dziś ziemię przykrywasz

Paletą kolorów, co z wiatrem napływa.

Znikły już wiosenne piosnki i chorały

Pełne życia łąki kwieciem ustrojone

Szarość świat przykryła, śpiewy już przebrzmiały

Juhasi z owcami z gór schodzą na doły.

Za trud wiosny, lata, ciężką pracę w polu

Świat się w oczach zmienia dając odpoczniecie

Bo ziemia jak matka przed przyszłym rodzeniem

Z przyrodą zasypia, bo ma przyzwolenie.

Nie jeden, co z rana wcześnie wyjdzie w pole

Wzrokiem w dal wybiega, przecierając oczy

I widzi to wszystko, co z drzew pospadało,

Jak wiatr targa liście i w górę je wznosi.

Widać jak nad rzeką ptaki się zwołują,

Niebo pustoszeje od eskapad ptasich

Podniebnymi loty, tam gdzieś słał spojrzenia

Teraz widzisz błękit, chmur, jakże pierzastych,

Gdzie słońce dla ptaków co pięknie szybują

Wciąż grzało powietrze, by prąd dać wznoszenia

Jak włosy się miękko wznosiły na wietrze

To istna symbioza, powietrze i ziemia.

Chylą się na wietrze szumiące sitowia  

I trzciny przy brzegach, co wiatr je kołysze,

Słychać granie świerszczy, muzykę strumienia,

W górze zaś gasnące obłoki i ciszę.

*****

Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

CMENTARNE DRZEWA

Cmentarz to miejsce pochówku zmarłych

Tu drzewa stoją jakby dusz warta

To one chronią zmarłych mogiły,

Których objęła śmiertelna karta.

Spoczywającym spokój przynoszą

Drzew koronami stwarzając cień

I wciąż stróżują cichym mogiłom

Tak zapewniając im wieczny sen.

Tego spoczynku pilnują srodze

By nie zakłócał go głośny śpiew  

Chyba, że ptasie chorały z drzewa

Na cześć i chwałę śpiących tu serc.

Niekiedy tylko nieraz zakłóci

Cień promieniami słońce złociste,

Jednak za zgodą drzew stróżujących

Gdy wiatr z gałęzi postrąca liście.

Cmentarz posępny, cichy i głuchy

Milczy by oddać powagę chwili,

Powagą miejsca jakże przejęty

Korony drzewom w hołdzie im chyli.

I tylko wicher co nagle wpadnie

Targa drzewami gnąc im gałęzie

Liście zgrabione szumnie rozrzuca

Przewraca kwiatki na grobach w pędzie.

Nieraz z wściekłością gałęzie łamie,

Które unosi daleko w pole

Zranione drzewa jęczą jak żywe

Cierpiąc, wciąż chronią cmentarne pole.

I choć nad cmentarz noc wnet nadciągnie

By nocny całun utkać na krośnie

Na ciemnym niebie gwiazdy zabłysną

Drzewa stać będą w ciszy samotnie.

*****

 Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

LISTOPADOWE ODCZUCIA   

Lato za nami, dawno minęło

Ziemia zmieniła uroczą szatę,

Gdzieś w dal odeszły, promienie słońca,

Lato zniknęło w przepych bogate.

To, co w kolory drzewa stroiło

I całą ziemię nam upiększało

Odeszło gdzieś w dal, za uroczysko,

By przez rok cały odpoczywało.

Opadły liście z drzew na aleje

Szeleszcząc grają, szumią pod nogą,

Przybrały kolor starego złota,

Do pracy idziesz złocistą drogą.

Zniknęły barwne na łące kwiaty,

Zniknęły łany mórz falujące,

Które zdobiły moją Ojczyznę

Kwiatem pachnącym, wodą i słońcem.

Na elektrycznych drutach dziś siedzą

Ptaszki jak nuty na pięciolinii

Muzyk, co w górę podniesie oczy

Ujrzy natychmiast melodię chwili.

Poro jesienna, rozkoszy chwilo,

Która porywasz do tańca liście

Ty, w zawierusze włos rozwichrzony

Potrafisz ubrać nimi przepysznie.

Okresie, w którym słońce nie grzeje

Ucichły śpiewy, zanikły wonie,

I tylko deszcze, wichry, szarugi

Wieją po pustym równym zagonie.

*****

 Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

NEKROPOLIE                               

Ileż tu krętych alejek

Z piasku, z zielonej murawy,

Również z płyt ułożonych

Na ziemiach polskich cmentarzy.

Wzdłuż alej rosną drzewa

Co gałęziami chłód dają

Słychać szum zwiewnych liści,

Gdy deszcz na nie pada, śpiewają.

Kołyszą do snu zmarłych

Nad ciszą mogił czuwają,

One swą bujną zielenią

Hołd temu miejscu oddają.

Niektóre swoją wielkością

Znaczną część miast zajmują,

To wielkie nekropolie,

Tu zmarłych ludzi chowają.

Tu widać różne mogiły

Z granitu, marmuru, piaskowca,

Są też również te z ziemi,

Bo to mogiła najprostsza.

Gdy nachodzimy to miejsce

Rodzą się różne pytania

O życie oraz śmierć naszą,

Oraz o sens przemijania.

Czy można rozmawiać o śmierci?

Czy lęk przed śmiercią jest słuszny?

Czy śmierć zmarłym może dać wolność?

Czy los jest po śmierci okrutny?

Być może jednak jest warto

Zagłębić się w śmierci istotę

By móc oswoić się z faktem

Że prochem się staniesz z powrotem.

Żyjmy tak, by nie żałować

Przeżytych na ziemi chwil,

By móc się realizować

W tym życiu do końca swych dni.

Nikt nie chce być zapomnianym

By mógł przeminąć jak wiatr,

Człowiek chce być wciąż kochanym,

Więc wspomnień po śmierci jest wart.

*****

Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

NOWA PORO MŁODEGO SYSTEMU   

O nowo poro wielkich zmian w kraju

Poro rozliczeń, lecz też obłudy

O powiernico nowych sekretów

Oddania kraju w okres zadumy.

Ty jak krzew winny rośniesz nam w oczach

Zmieniając stary system na nowy

Wyrugowałaś nasze poddaństwo

Kraj stał się wolnym, skruszył okowy.

O nowa ero systemów, wzruszeń

Systemie, który zwą demokracją

W którym kraj żyje, lecz jest ponury

Niejeden przegrał z twoją narracją.

Wierzbo płacząca, co rośniesz wiosną

By, jak co roku żyć pod liściami

O gołębico wieść nam niosąca

Że w kraju zaszły olbrzymie zmiany.

Poro wolności, nieporozumień

Przedziwna poro zemsty, odwetu

Pragniesz narzucać swą złość i wolę,

Krzywdząc dotkliwie ludzi niestety.

Choć kraj nasz wolny żyć nie jest łatwo

Przedtem komunizm dziś kapitalizm

Sami nie wiemy, w czym my żyjemy

W kraju wciąż kłótnie, czym się tu chwalić.

Państwo dla ludzi nie chce nie zrobić

Pracy brakuje dla młodych, starych

Rząd za to świetnie ceny śrubuje

Wszystko drożeje, Rząd ma to za nic.

Śmiesznym jest słuchać, że coraz lepiej           

Żyje się ludziom w kraju ostatnio          

Że średnia życia nam się wydłuża

A to jest bzdura, co sprawdzić łatwo.

To właśnie teraz w tym właśnie czasie

Ludzie nie mają pracy, opieki

Nie mogą nabyć niezbędnych leków

Aby żyć w zdrowiu, by móc się leczyć.

Gdzie obiecanki i zapowiedzi

Że Polska będzie zieloną wyspą

Że będzie praca dla wszystkich w Polsce

Dobro popłynie jak woda Wisłą.

Że kasza manna spadnie nam z nieba

Rząd społeczeństwo weźmie w opiekę

Że nie pozwoli na odpływ młodych

Gdzieś za granicę na poniewierkę.

W praktyce jest to bezładna mowa

A Rząd jak może niszczy Polaków

Coraz wyższymi kosztami życia

Na polepszenie brak dobrych znaków.

Spójrzcie na kwiaty, ptaki, owady

Które nie sieją ni też zbierają

A Pan je karmi, bo On je stworzył

One dziękując świergotem grają.

***** 

Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

NIELUDZKI  KATYŃ

To co się działo w katyńskich lasach

Przekracza ludzkie pojęcie

Bo na wyraźny rozkaz Stalina

Człowiek się stawał bydlęciem.

Tam gdzie szumiały katyńskie lasy

W ostatniej wojnie światowej

Trudno uwierzyć w to co się stało,

Że to wykonać mógł człowiek.

Na samą myśl już serce mi bije

Czym dla Polaków jest Katyń

Czemuż to ludzie są tacy podli

By mordowali swych braci.

Więc przypomnijmy w katyńskim lesie

Zdradzieckim strzałem w tył głowy,

Rozstrzeliwano polskich żołnierzy

Wrzucając ciała ich w doły.

Skrycie po cichu przed całym światem

Bez żadnych sądów, wyroków

Nie przeszkadzało by ich zabijać

Bez żadnych ludzkich odruchów.

Aby oprawców nie mogli  błagać

O litość, wzywać pomocy 

Wszystkim im usta zakneblowano

Po strzale sam się w dół stoczył.

Rozstrzeliwano jeńców wojennych

Ze związanymi rękami

Las się przyglądał, pytał dlaczego?

Że byli wciąż Polakami

Tak właśnie wolność im obiecaną

Do dołów szybko wepchnięto

Na wszystkich martwych, ziemię spychaczem

Krwią przesiąkniętą zepchnięto.

By nikt z tych ofiar nie mógł zmartwychwstać

Ani dać znaku o sobie

To leśną ziemię spychem zrównali,

Dziś leżą w katyńskim grobie.

Liście z drzew spadły ziemię przykryły

Nikt nic nie wiedział nie szukał

Świadectwo hańby trawa przykryła

Prawdę po cichu las mruczał.

A o Katyniu wciąż było cicho

Świadków naocznych nie było

Brak jest tych, którzy mogą znać prawdę

By powiedzieli jak było.

Czy to jest zima, czy to jest lato

Szczątki ich leżą pod niebem

Lasów katyńskich pokryte trawą,

W zimę pod białym śniegiem.

*****

Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

OBRAZ KRAJU RODZINNEGO            

Na południu skalne góry

Nawarstwione są z granitu

Strzegą one granic Polski

Od wieczora aż świtu.

Zapraszają nas tam wszystkich

Chcą by zwiedzać je z rozkoszą

Pieszo albo też z wyciągu

Przyjrzeć się górskim potokom.

Na północy jod powdychać  

Zaraz po skończonej  burzy,

Skosztować ryb prosto z morza

Bo to sercu dobrze służy.

Wypłynąć statkiem daleko

Na spiętrzone morskie fale

By przygodę wielką przeżyć

I pamiętać ją na stałe.

To obraz co nas upaja 

Bawi sobą, wszystkich cieszy,

Widokami wprost ujmuje

Starszych, młodzież  oraz dzieci.

Ten krajobraz nasz ojczysty

Przesiąknięty jest miłością,

To obraz regionów Polski

Pałający szlachetnością.

Polakom jest dobrze znany

Miły sercu i kochany,               

Wizerunek całej Polski

Ciepły, cichy i radosny.

*****

Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

 IDĘ WALCZYĆ  

Idę walczyć Mamo droga

Nie wiem czy w ogóle wrócę

Może zginę tak jak inni

Może jednak tu powrócę.

Jakże wielu w walkach ginie

Za wolność naszą i sprawę

A ja Bogu bardzo wierzę,

Że obroni nam Warszawę.

Więc nie płaczcie moi mili

Nie wolno nam dzisiaj płakać     

Walczyć trzeba za ojczyznę        

I wygonić z Polski szwaba.      

By wygonić z niej najeźdźców

I oczyścić z nich ojczyznę

Dla niej trzeba się poświęcić

Wtedy wolność do nas przyjdzie.

Iluż za nią już poległo

W walce dzieci i młodzieży

Wierząc w świętość naszej sprawy

I cywili i żołnierzy.

Wiem, dziś trzeba być odważnym

Aby śmierci śmiać się w twarz

Patrzeć jak giną koledzy

Za kraj walczyć honor nasz.       

Dziś Warszawa łuną świeci

Ogniem salw wybuchu petard

Sierpień zachęcał do walki

Tak wśród starszych, również w dzieciach.

*****

 Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

 PROŚBY POWSTAŃCÓW

Wojna z najeźdźcą trwała już długo

Naród był we krwi skąpany

Alianci, którzy mieli pomagać,

Nie byli przygotowani.

Nie do przyjęcia były rozkazy

By iść do walki bez broni

Wciąż brakowało im amunicji

W walce wciąż byli samotni.

Ludzie ginęli starsi i młodzi,

Młodzież do walki stawała,

Serce bolało gdy szli do boju

Na Niemcach broń zdobywała.

Nie mieli broni ni amunicji

Tworzono więc barykady,

A do butelek lano benzynę

By walczyć nimi z Niemcami.

Jedni padali od kuli wroga

Walczyli czym im popadło,

Nic więc dziwnego, że śmierć szalała

W walkach swych miasto zamarło.

Domy padały, wróg niszczył miasto

Więc martwe były ulice

Modlitwy słano do Matki Boga

Prosząc w nich o amunicje.

Udział w powstaniu to patriotyzm             

Polaków co wolność śnili

Ginąc, przed śmiercią prosili Boga

Dla innych o karabiny.

Więc jak tu walczyć, czym zwalczać wroga,

Kto będzie leczył  im rany

Noc ich okrywa, a świt odsłania,

Pomóż  im Jezu kochany.

Kule powstańcom świszczą nad głową

Tarczą ich gruzy i bramy

Prosimy Ciebie Panno Najświętsza

Daj siłę w walce z wrogami.

*****

Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

PRAWDA

O prawdzie wciąż można mówić

Kłamliwie, głośno bądź szczerze

Lecz każdy chciałby by w jego

Prawdę uwierzyć najlepiej.

Prawdę możemy mieć jedną,

Która nie kłamie nie kręci

Odrzuca pokrętną mowę

Bo jest oparta o fakty.

Polska przeżyła nie jedno

W historię swą jest bogata

Niejeden zginął za wolność

Krew oddał w śmiertelnych walkach.

O trudach walki Polaków

Nie wszyscy piszą rzetelnie

Dlatego prawda jest rożna

Choć szczerość winna być wszędzie.

Można to sobie powiedzieć

Że w życiu jedna jest droga

Cena ludzkiego życia   

Choć strach nas gnębi i trwoga.

To droga jedna jedyna

Wolna od krzywd oraz sporów

To droga ludzi uczciwych

Miłości oraz honoru.

Polakom zbędne są słowa

Zachęta do walki z wrogiem

Niech politycy sumiennie

Grzech swój wyznają przed Bogiem.

Tam niech szukają wolności,

Którą sprzedali w traktatach

Polsce nie trzeba współczucia

To przykład godny dla świata.

Ona to swoją postawą

Światu dała przykład krwawy

Jak trzeba walczyć o wolność

A życie oddać dla sprawy.

Należy zwrócić uwagę

Że ludzie prawdy nie lubią

Wolą w grzechu żyć bez barier

Prawda jest niekiedy zgubą.

*****

Autor: Zdzisław Stanisław Wanat

NIE POWINNIŚMY DZIELIĆ NARODU

O prawdzie w życiu wielu dziś krzyczy

Kłamliwie bowiem, prawdy nie znają

Dlatego krzyczą bo myślą sobie,

Że właśnie krzykiem prawdę poznają.

Trzeba powiedzieć, że podczas wojny

Moc ugrupowań walczyło z Niemcem,

Wałczyło AK i partyzanci

W szeregach tracąc ludzi najwięcej.

Nie powinniśmy dzielić narodu

Gloryfikować tylko Akowców

Bo inni również krew przelewali

By z Polski wygnać szwabskich oprawców.

Idąc przez życie chcemy żyć prawdą

By móc ją przyjąć za pewnik w życiu

By wiedzieć gdzie fałsz, gdzie żywa prawda

By od tej prawdy nigdy nie uciec.

W życiu mówimy o różnych prawdach

Z natury chcemy by nasza była

Tą, w którą winni wszyscy uwierzyć

By żadnych fałszów sobą nie kryła.

W zakresie prawdy zdania są rożne 

Czy to powstanie było konieczne

Bowiem źle było przygotowane

A zamiast bronią walczono sercem.